Piece i kotły CO

Autor: lukasz.sunrisesystem@gmail.com 18 sierpnia 2008

Powrót do przeszłości! Małą wioskę w Bieszczadach, gdzie spędziłam wszystkie wakacje dzieciństwa u babci i dziadka, nie odwiedzałam przez przeszło dziesięć lat. O dziwo nic się tam nie zmieniło. Sklep nadal stał na wzgórzu, a płot pani Janowickiej nadal miał dziurę w płocie. Jako mała dziewczynka z kompanami od zabaw skradaliśmy się przez nią, by wykraść jabłka i śliwki. Nawet stara fabryka wyglądała tak samo. W środku nadal stały piece, kotły CO, pompy ciepła i powietrzne pompy ciepła. Pamiętam jak z chłopakami od państwa Wojtowicz uwielbialiśmy tam zabawy w chowanego. Bawiliśmy się też w wojnę albo w dowództwo wielkich mocarstw. Stare piece, kotły CO i pompy ciepła służyły nam jako siedziby państw lub były skrytką przed wrogiem. Z drewnianych pistoletów celowaliśmy w powietrzne pompy ciepła. Harcom i okrzykom zwycięstwa nie było końca. Moje dwa warkocze zaplatałam nad głową i zawiązywałam chustą, by wyglądać jak prawdziwy weteran wojenny. To chyba nie do końca adekwatna zabawa dla dziewcząt, ale ciągłe przebywanie z chłopcami spowodowało, że pistolety interesowały mnie bardziej od lalek. Szczególnie piece, kotły CO miały na sobie dużo czarnego smaru. Smarowaliśmy nimi sobie twarze, by stworzyć wygląd prawdziwego wojownika. Moja babcia zawsze się denerwowała jak ona może doprać te ciuchy pełne ciemnych plam pełnych ołowiu. Byłam niesforną wnuczką, ale nie mieli ze mną większych problemów. Dziadek kazał mi uważać na pompy ciepła. A już w ogóle nie podobało mu się, że z chłopakami z sąsiedztwa wchodzę na powietrzne pompy ciepła. Teraz dopiero rozumiem jego troskę i opiekuńczość. Odwiedziłam chłopców od Wojtowiczów. Nie wiem dlaczego myślałam, że tu czas stanie w miejscu i wyskoczą do mnie dwa brzdące przebrane za żołnierzy albo Rambo. Oczywiście drzwi otworzył mi dorosły mężczyzna. Na początku go nie poznałam, ale jak drugi wynurzył się zza pleców zrozumiałam, że to moi towarzysze broni z dzieciństwa. Niesamowite, jak bardzo się zmieniliśmy.

Adres trackback | RSS komentarzy

Zostaw komentarz