Prezenty dla bliskich

Autor: admin 27 sierpnia 2008


Nie wszyscy przywiązują do nich wagę. Jedni uwielbiają je dawać, innych bawi tylko dostawanie. Prezenty, upominki – któż się z nich nie ucieszy? - O można się nie cieszyć, proszę uwierzyć. Przykład? Dostałam kiedyś od chłopaka komplety bielizny o trzy numery za dużą. Może i nie miał złych intencji, ale te upominki zapamiętam, jako najmniej udane – wspomina Jola, kasjerka w sklepie obuwniczym. Dlatego większość mężczyzn unika kupowania bielizny. - A po co? Żebym coś źle kupiło? Jaka wojna by była! Ostatnio wpadłem na genialny pomysł i w ozdobny pudełku dałem żonie bon do jej ulubionego sklepu z ciuchami. Ale się kobieta ucieszyła, od razu poleciała kupić sobie prezenty. Upominki tego typu chyba staną się tradycją – mówi Jerzy, urzędnik. Urodziny, imieniny, rocznice – przez cały rok mnóstwo jest okazji do obdarowywania drugiego człowieka, tylko skąd wziąć na to pieniądze? - Ja jestem zwolenniczką robienia prezentów własnoręcznie, takie upominki są najlepsze. Robię różne zakładki, ramki, wyszywam inicjały na chusteczkach. I dużo wcześniej obmyślam ciekawe prezenty, upominki na gwiazdkę – opowiada Barbara, studentka filozofii. A jeśli brak pomysłu na prezent? - To może tradycyjnie bardziej? Kwiaty, najlepiej kosze kwiatów. I bombonierka do tego – mówi Zygmunt, emeryt. Zgadza się z nim Joanna, sześćdziesięcioletnia poznanianka. - Kosze kwiatów… marzę o takim prezencie. To wspaniały pomysł. Myślę, że na każdej kobiecie robią wrażenie kosze kwiatów – twierdzi. Co zrobić, gdy jednak brak pieniędzy nawet na jednego kwiatka? Jaki upominek może dać na przykład dziecko? - Co do dzieci to chyba nikt nie ma wątpliwości, że najbardziej cieszą wykonane przez nich laurki, rysunki, wydzieranki. Upominki, w które włożyły dużo pracy są najbardziej wzruszające – mówi Alicja, mama dwuletniej Wiktorii i sześcioletniej Karoliny. Ostatecznie najważniejszy nie jest sam prezent i jego wartość, ale pamięć o innym człowieku i chęć zrobienia mu przyjemności. - Nic mnie bardziej nie cieszy, niż niespodziewane odwiedziny wnuków. Nie muszą nic mieć, wystarczy, że wtargną z tymi swoimi piskami i chichotami i już mi się serce cieszy - twierdzi Bożena, babcia Kasi, Ani, Janka i Filipa.

Adres trackback | RSS komentarzy

Zostaw komentarz